niedziela, 27 sierpnia 2017

Od Ayax'a - CD. Kilian

Nie będę się na jej temat wypowiadał, bo mimo wszystko byłoby to nieodpowiednie. Królowa, Królową, ale myślę, że do tej roli faktycznie mogłaby poczekać jeszcze parę, może paręnaście dobrych lat. O ile nie przejąłem się potraktowaniem blondynki przez jejmość, co wywołało u mnie swego rodzaju dumę i satysfakcję, to coś innego sprawiło, że stałem się rozdrażniony. Przed chwilą chciała, żebym ją zabrał najdalej od zamku, a teraz sama sprężystym krokiem do niego idzie, powiewając płynnie swoimi zielonymi kudłami na lewo i prawo. Złość minęła szybko, w końcu chciałem sam spędzić ten dzień, a iść za nią nie będę. Zwłaszcza że grupa rycerzy już zdążyła ją zgarnąć, otaczając swoim nieuzbrojonym ciałem. Pożegnanie się byłoby zwyczajnie problematyczne. Tymczasem zerknąłem na jedną z nich, która unieruchomiona pnączami prychnęła, na co mój lewy kącik ust powędrował do góry. Akurat tu Królowa mnie mile zaskoczyła, jak już wspomniałem. Blondynka wyjęła z pochwy srebrny, grawerowany miecz, który swoim blaskiem odbijał promienie słoneczne. Nie minął moment, a już ją wyminąłem, wymieniając się dodatkowo z nią zimnym spojrzeniem. W końcu czemu miałbym tam stać? Widać sama sobie poradzi, a ja nie jestem potrzebny takiej niezależnej kobiecie. Przynajmniej to wywnioskowałem po dźwięku przecinającego ostrza, a następne, już nieco mniej dosłyszalne, lekkie kroki. Miałem na chwilę obecną jeden priorytet, do którego zmierzałem niezmiennie odkąd wyszedłem z miasta.

▼▲▼▲

Błyszczące, rozciągające się krople uderzały o lekko schodzone kafelki, w którym co jakiś czas można było dostrzec dziury, a w nich zbierany brud. Mówili, żeby iść w świat, żeby znaleźć swoje prawdziwe ja, a ja tymczasem Wam powiem, że ten światopogląd nie został mi specjalnie dany. Oparłem się o brzeg posągu z marmuru, który przedstawiał VII Generała na swoim rumaku. Dźwięk deszczu ustępował, a wraz z nim ciemna chmura, która polazła na północ państwa, odsłaniając wznoszący się księżyc. Nie było szczególnie późno, lecz Słońce już dawno zaszło, ustępując miejsca innym gwiazdom na niebie. Spoglądając na coraz bardziej ciemne niebo, nagle poczułem czyjąś dłoń na swoim prawym barku. Instynkt nakazał mi odwrócić się, co mimowolnie zrobiłem. Ujrzałem zgarbionego mężczyznę, który zapewne miał już kilkadziesiąt lat na tym swoim wygiętym karku. No cóż… Jego twarz nie nadawałaby się na okładki modowe, ale zapewne spowodowane było to jego wiekiem, a w tym licznymi zmarszczkami i różnymi niefortunnymi „dodatkami”. Mogę śmiało uznać, że nie grzeszy na stare lata urodą tak, jak niektórzy. Owinięty w ciemną, brudną i wyblakłą szatą, skierował swoją pomarszczoną dłoń w moją stronę.
- Niech Cię Bóg błogosławi, młodzieńcze. – Uśmiechnął się krzywo, wystawiając przy tym swoje dwa zęby w odcieniu żółci.
Spojrzałem na niego oschle, wiedząc, co cwaniaczek planuje. Mimo tego przejrzałem go jeszcze raz, dostrzegając duże, dziurawe kalesony i brak dolnej części ubioru. Mam nadzieję, że bieliznę pod ciemnozielonym fartuchem ma, bo mogłoby być nieciekawie. Gdy dotarłem na górę, już ukazały mi się złożone dłonie w mały koszyczek, wysunięte w moją stronę. Oczy miał zamknięte, a jego głową została pochylona jeszcze bardziej do dołu. Na mojej twarzy tymczasem zawitał ironiczny uśmieszek. Skierowałem swoją dłoń po skórzany portfel. Mężczyzna słysząc moje poczynania, delikatnie spojrzał na niego, a na dźwięk rozsuwania go, już normalnie, bez dyskrecji. Obejrzałem się dookoła, po czym wyjąłem banknot. Wstałem, opierając się o jeszcze lekko zmokniętą framugę. Wtedy dopiero mogłem dobrze zobaczyć jego mierny wzrost. O tym nie powinienem się wypowiadać, ale cóż.
Złapałem papierek sztywno, pokazując go wcześniej starcowi, następnie robiąc niewielki zamach. Rzuciłem go na mokry chodnik między nogami pewnej kobiety, znajdującej się blisko. Ubrana była w krótką spódniczkę, która kolorystycznie pasowała do wysokich obcasów i czerwonej bluzki. Nie wyglądała na zmatuzę, może po prostu miała jakieś wieczorowe wyjście, lecz nie mnie oceniać. Pomińmy fakt, że często szufladkuję ludzi. Po prostu teraz nie miałem na to ochoty. Mężczyzna spojrzał w stronę coraz to bardziej nasiąkniętego wodą banknotu. Niespecjalnie zainteresowałem się tym, co dalej zrobił. Zwyczajnie odszedłem, kierując się w stronę zamku.

▼▲▼▲

Nie byłem nadzwyczaj przemoknięty, bo powoli ubranie wysychało. Nie wspomnę już nawet, że w żółwim tempie, bo przypomnę, że Słońce schowało się za horyzontem. Przed wejściem na schody, strzepałem ręką resztki kropelek z moich barków, po czym śmiało wszedłem na górę. Lady Robskel widocznie gdzieś się spieszyła i nawet się ze mną nie przywitała, co zawsze robiła. Po prostu pospiesznie skierowała się do schodów, z których szybko zeszła i wybiegła z placu. Wzruszyłem lekko ramionami, lecz później okazało się, że notorycznie powtarzała to kolejna i kolejna osoba, co wprawiło mnie w swego rodzaju zdziwienie. Coś ważnego jest? Nie, przecież nic mi o tym nie wiadomo. Wbijałem co rusz swój wzrok w coraz to inne osoby, wybiegające z placu. Wszystkie skręcały w prawo, co też wywołało u mnie pewną chęć wiedzy czy to wszystko jest przypadkiem, czy też celowym zabiegiem. U zenitu zdziwienia byłem dopiero wtedy, gdy wśród szlachciców zauważyłem nagle te charakterystyczne zielone włosy, biegnące długo wzdłuż tułowia, które rzucane przez właścicielkę w tę i we w tę tarasowały całe przejście.
- Wszystko dobrze, Królowo? – Spytałem, zatrzymując ją.
To nie jest jej skrzydło, więc nie miałem zielonego (o ironio) pojęcia, co tu właściwie robi.


Kilian?

sobota, 19 sierpnia 2017

Od Ayame CD. Ayax'a

Patrzyłam się przed siebie, dalej nie rozumiejąc co się tutaj dzieje. Usłyszałam swoje imię. Rozejrzałam się po reszcie przebywających tu ludzi. Jedyną osobą która stała, był Ayax. Nawet nie słuchałam co ten gościu mówi i udawałam spokojną. Chwilę potem moje rozmyślania przerwało szarpnięcie za moje ramię do góry. Zmuszona do wstania zrobiłam to. Czarnowłosy chłopak od razu spojrzał się w moją stronę. Z jego twarzy mogłam wyczytać jedynie złość i lekkie zdziwienie. Wiem, że nie jestem przez niego lubiania, więc nie uśmiecha mu się bycie w parze ze mną. Mimowolnie uśmiechnęłam się lekko z zakłopotanie i spojrzałam na mężczyznę, który stał na scenie? Podium? Nie wiem jak to nazwać.
- Więc Ayax i Ayame, jesteście razem w parze do występu. - powiedział ten gościu, co najwyraźniej to wszystko organizował.
- Przepraszam, ale co tu się dzieje? - powiedziałam spokojnie, starając się ukryć moje zakłopotanie. Chwilę po moim pytaniu, poczułam jak zostaje uderzona w plecy. Syknęłam cicho z bólu.
- Widać, że nie słuchałaś. - uśmiechnął się szerzej. - Ayax Ci wszystko ponownie wytłumaczy. 
Spojrzałam się znowu na Ayax'a. Spoglądał na mnie tym zimnym spojrzeniem, pełnym pogardy. Uśmiechnęłam się głupio i zostałam pchnieta do przodu. To samo zrobili chłopakowi. Organizator zaczął dalej losować osoby i dobierał je w pary. Ciekawe skąd on tak wiele i nas wie i skąd zna moje prawdziwe imię. Mówi się trudno. Co chwilę kolejna osoba wstawała. Właśnie. Jaką tak właściwie Arcanę na Ayax...? Nigdy się co nie pytałam, ale wcześniej przewidział moje ruchy. Oby tylko była jakaś pożyteczna. Przygryzłam moją dolną wargę przez rozmyślania, nawet nie orjętując się, że wszystkie pary są już dobrane. Zostałam złapana za ręcę przez gościa w zbroi czy tak mundurze. Nie wiem, powiedzmy, że to takie mój strażnik.
- Zaprowadzcie pary do wspólnych pokoi. - skierował się ten przemądrzalec do strażników. Ja? W jednym pokoju z Ayaxem!? Przecież my się tam pozabijamy, albo ja wydrapie mu oczy. Szliśmy w jeden za drugim, prowadzenia do pokoi. Jeśli wogóle można je tak nazwać. Po otworzeniu drewnianych drzwi, ukazał się przed moimi oczyma pokoik. Pokojem go nie nazwę bo był on nie za wielki. Dwa niewielkie łóżka, jedna szafa i mały stolik na środku pokoju z dwoma krzesłami. Wyrwałem się z rąk strażnika i sama weszłam do pokoju. Ten jeszcze do mnie podszedł i rozkuł mi ręcę. Za wiele mi to nie są gdyż mam jeszcze tą opaskę przez którą nie mogę używać Arcany. Chwilę potem to samo zrobili z Ayax'em. Rozmasowałam swoje nadgarstki i spojrzałam na chłopaka, który robił to samo. Drzwi za nami się zamknęły. Usłyszałam jak przekręcają klucz. Super. Po lewej stronie mieliśmy drzwi, które prowadziły do niewielkiej łazienki. Na stole leżał już jakiś posiłek, czyli dla każdego po dwie kanapki i butelka wody. To się bardzo najem. Usiadłam na łóżko bo jakoś bardzo nie byłam głodna. Ayax usiadł na krześle i zaczął jeść kanapkę. Po krótkiej chwili ją odłożyć. Czego mogłam się spodziewać, na pewno nie była za dobra. Westchnął i położył się na łóżko.
- Masz jakieś plany? Masz mi wytłumaczyć co się tu dzieje. - powiedziałam, bo dalej tego nie ogarniałam.
- Nie mam żadnych planów i było słuchać, a nie bujać w obłokach. - powiedział jak zawsze tym swoich oschłym głosem. Zacisnęłam zęby. Okej, czyli jestem zdana na tego debila, który pewnie ma chujową Arcanę. Występ miał być jutro mniej więcej z rana. Mieliśmy z pół dnia na obmyślenie go, ale jak widać, nasz kochany Ayax nie ma zamiaru o tym że mną podyskutować. Schowałam głowę w poduszkę, bo tylko to byłam w stanie zrobić, gdy ten debil się do mnie nie odzywa.
- Ciekawe, czy te opaski da się zdjąć... - mruknęłam sama do siebie. Jak widać, nasz panicz to usłyszał.
- Nie polecam. - odwróciłam się z widocznym zdziwieniem na twarzy. On się do mnie odezwał. No po prostu zapisuję to w kalendarzu kiedy wrócę do domu.
- Nie lepiej spróbować? Może po prostu tak nam mówią. - powiedziałam, spoglądając na tą opaskę, która blokowała Arcanę.
- Jeśli chcesz coś sobie zrobić, to śmiało. -  wzruszył ramionami. Kiedyś jeszcze raz spróbuję go zabić. Przysięgam to sobie.
- Za kogo Ty się uważasz? Myślisz, że nie wiem... Wiesz kurwa wszystko? - wypaliłam za nim zdążyłam ugryźć się w język. Chłopak odwrócił się w moją stronę i podniósł do siadu. Zmierzył mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział.
- Słuchaj ty mnie... - przejechałam dłonią po twarzy - Nie wiem jaką masz Arcanę, ale jeśli jutro zawalisz, zabije cię własnymi rękoma. - syknęłam, patrząc na niego. Jeśli to zawalimy, albo wylecimy stąd na zbity pysk, zostaniemy zabici lub staniemy się zabawkami organizatora.
- To samo mogę powiedzieć do Ciebie. - odwrócił się i znowu położył na łóżku. Walnęłam pięścią w łóżko. Przynajmniej nie bolało.
- Ja pierdole! - krzyknęłam. Miałam już dość tego gościa. Zabijcie mnie, ja z nim długo nie wytrzymam.

▼▲▼▲

Pobudka o 5 rano przez strażników. No chyba nie ma nic lepszego! Wczoraj usnęłam po wymianie słów z Ayax'em, a raczej mini sprzeczce. Wstałam z łóżka i zostałam złapana za ręcę. Przewróciłam oczami i tak jak myślałam, chwilę potem miała skute ręcę. Z Ayax'em postąpili tak samo. Nawet nam nie powiedzieli, kiedy mamy występ, a tu taka miła pobudka i nagle nas zaciągają najpewniej na występ. Dopiero wstałam, a oni nawet nie pozwolili skorzystać mi z toalety. Co za zwyrole. Chłopak został pierwszy wyprowadzony z pokoju, a ja zaraz za nim. Obok nas szli strażnicy, pilnująć byśmy nie uciekli. Nawet jakby nam się to udało, to jesteśmy na jakiejś odludnej wyspie. Chyba nic ciekawszego nie mamy do roboty niż siedzenie tutaj. Ucieczka stąd to śmierć. Chociaż kto wie, może i tutaj wkrótce zginiemy. Przez tego debila i jego zapał do rozmowy ze mną, nawet nie omówiliśmy naszego występu. Zatrzymaliśmy się przy jakiś metalowych drzwiach. Złapali nas za ręcę i zawiązali czymś oczy.
- Czy to pokój z piniatami?! Będziemy je rozbijać?! - zapytałam podekscytowana. Oczywiście powiedziałam to w żartach. Usłyszałam jak Czarnowłosy chłopak cicho się śmieje. Po raz pierwszy chyba słyszę jego śmiech. Oberwałam łokciem w biodro. Dość mocno.
- Siedź cicho. - powiedział jeden z tych gości. Westchnęłam cicho, a śmiech chłopaka ucichł. Na pewno się jeszcze teraz uśmiecha! Usłyszałam lekkie skrzywienie tych drzwi. Zostaliśmy wepchnięci do środka, a ja poczułam na skórze przyjemny chłód. Przynajmniej tutaj zimno. Gościu który mnie pilnował, prowadził mnie w głąb tego pokoju. Ciekawość narastała. Chciałam już mieć zdjętą tą opaskę. Zatrzymaliśmy się na chwilę, lecz nic nie usłyszałam. Po chwili znowu ruszyliśmy. Gdy byliśmy już u celu, co nie trwało długo, rozwiązali nam ręcę i zdjęli opaski na ręcę, po czym nałożyli jakieś inne. Pewnie takie, które tylko zmniejszają nasze moce. Po chwili rozwiązali nam także oczy i ukazało nam się szklane pomieszczenie w którym było ciemno. Zamknęli za nami drzwi, a ja rozejrzałam się dookoła. 
- Witajcie drodzy! Mam nadzieję, że macie już obmyślony plan występu. - dzięki Ayax. Po powrocie do domu postawię ci coś dobrego. - Zostaliście wybrani jako pierwszą para, więc jako piersi wystąpicie! Czekam na wasz taniec Arcan! - mężczyzna dokończył swoją przemową, a nad nami zapaliły się światła. Spojrzałam się na Ayax'a.
- Raz będę taka miła i mów co robić. Zrobię to, co mi powiesz. Tylko i wyłącznie dlatego, że chce stąd szybko wyjść. - chłopak skierował na mnie swoje spojrzenie, a ja do niego podeszłam. Podeszłam do niego zbyt blisko jak na mój kontakt damsko-męski. 

Ayax? ^^

środa, 16 sierpnia 2017

Od Ayax'a - C.D Ayame

Wbiłem swoje krwiste oczy z obojętnością w postać omotanej dziewczyny, która ukradkiem wkłada wszystko ponownie do grubej, wytrzymałej torby, co chwilę uśmiechając się w moją stronę. Zawsze mówiono, że dżentelmen powinien w takich momentach pomagać kobiecie niczym w filmie romantycznym, ale bez przesady. Nie będę pomagał komuś, kto niedługo wcześniej próbował mnie zabić, jeszcze czego. Prychnąłem cicho, po czym ominąłem ją bez zbędnych słów, tworząc dalszy nurt tłoku wraz z innym mieszkańcami. Musiałem jeszcze załatwić parę spraw, potem powinienem mieć na jakiś czas wolne. Tylko ja wolę zrobić parę rzeczy za jednym zamachem, a potem się nie martwić o swoje obowiązki? Może. Dzisiaj był taki skwar, że na dziedzińcu ledwo co nabierało się powietrza do płuc bez goryczy potu innych. Naprawdę, tak śmierdziało, że nie można było swobodnie zaczerpnąć powietrza, mimo wymijania dużej skali ludzi, której błyszczące kropelki spływały po czole. W takich momentach współczułem skrzydlatym, którzy nie dość, że muszą się w taki upał męczyć, to jeszcze przepychać ze swoimi wielkimi pierzami. Współczułem… Może niekoniecznie, po prostu mieli przejebane.

▼▲▼▲

Na wieczór mogłem spokojnie i bez zbędnych sardynek wrócić do zamku. Księżyc bił na nowo swoim synchronicznym pulsem, sprawiając uczucie zahipnotyzowania. Szkoda jednak, że co chwilę musiało przebijać się kotarze chmur, które oprócz niego zasłaniały dodatkowo liczne gwiazdeczki, lśniące w najlepsze. Nie miałem dzisiaj już ochoty na bilard, który proponował mi Lloyd, ale przyznam, lubię w takowego czasem zagrać. Jutro jeszcze została mi pozostała część, więc nie mogłem sobie pozwolić na balety, których konsekwencją będzie nawalająca głowa, a przy tym sumienie. To drugie często się odzywa, więc nie chciałem znowu dać mu powodów. Brawo, Ayax, Twoje sumienie Cię pilnuje. Przepięknie, prawda?
Po wejściu do komnaty od razu zacząłem nieschludnie zdejmować swoje ubrania, ciągle kierując się do łazienki. Ciuchy były porozwalane po pokoju, tworząc krętą drogę do dodatkowego pomieszczenia.
Po schłodzeniu się i całemu ogarnięciu się natomiast od razu rzuciłem się na moje mięciutkie, przyjemne łóżeczko. Jako dzieciak w żartach twierdziłem, że kołdra to jedyna posłuszna dziewczyna. Może miałem rację, nieistotne. Położyłem się brzuchem do góry, rozwalony niczym upośledzona rozgwiazda, po czym przymknąłem delikatnie oczy, rozkoszując się spokojem, dzięki któremu wkrótce zasnąłem.

▼▲▼▲

Ze spotkania z krainą snów w pewnym momencie wybił mnie dziwny dźwięk. Nieraz zdarza się, że straż któregoś razu obudzi lub inny oddział, więc teraz również byłem święcie przekonany, że to znowu pałętająca się po królestwie służba. Z tropu zbił mnie jednak powiew chłodnego wiatru, który delikatnie musnął moje włosy. Otworzyłem powolnie swoje zaspane oczy, które od razu po zetknięciu z rzeczywistością ujrzały rozmazany obraz otwartego na oścież, bujającego się okna. Niedługo jednak wszystko stało się bardziej wyraźnie, nabierając idealnej ostrości. Nie zostawiłem go w takim stanie, więc było to niemałym zdziwieniem dla półżywego człowieka. Przekręciłem swoją głowę na wprost od sufitu, by po chwili się podnieść i je zamknąć. Moje poczynania przeszkodził jednak gwałtowny nacisk jakąś szmatą na moje usta, tuż pod nosem. Otworzyłem gwałtownie oczy szeroko, próbując coś powiedzieć. Ujrzałem posturę, stojącą nade mną, która była sprawcą tego nieprzyjemnego uczucia. Nie wiedząc, co się dzieje, próbowałem oderwać czyjeś jasne jak ściana dłonie, lecz nim zdążyłem je porządnie wyszarpać, mimowolnie odpłynąłem.

▼▲▼▲

Woń deski rozdzielczej samochodu zawitała w moim zmyśle węchu. Dlaczego? Nie miałem pojęcia, do czasu. Omotany jakimś środkiem odurzającym powoli się przebudzałem, kręcąc powoli głową i nabierając świadomości. Z wielkim wysiłkiem otworzyłem powieki, czułem, że ważyły co najmniej tonę. Spojrzałem niewyraźnie na otoczenie, którego obraz ciągle pulsował niczym księżyc. Odbitki ustały po chwili, scalając się w jedno i dając mi pole do jednolitego ocenienia sytuacji. Widząc, gdzie jestem, zareagowałem złością, lecz jednocześnie zdziwieniem. Szum silników towarzyszył lecącemu samolotowi, w którym po dwóch stronach był rząd ludzi. Dopiero później zwróciłem uwagę, że każdy jest mniej więcej w tym samym wieku albo przedziale. Wszyscy byli przypięci do oddzielnych, masywnych miejsc. Kończynami, lecz również na klatce piersiowej, przez co jeden z agresywniejszych osób szarpał się na darmo, drąc się przy okazji swoją szpetną gębą. Rozejrzałem się zdezorientowany po blaszanym pomieszczeniu. W pewnym momencie zauważyłem Ayame, tak, tę, która próbowała mnie niedawno unicestwić. Nie zdziwiłbym się, gdyby to było jej kolejne podejście. Była jednak równo mocno przywiązana jak inni, siedząc prawie naprzeciw mnie, dwa miejsca w prawo. Nasze spojrzenia skrzyżowały się bez jakiegokolwiek słowa. Nikogo innego nie znałem.
- Co to jest?! – Wykrzyczała jedna z dziewczyn po mojej lewej, która pewnie też przed chwilą się przebudziła.
Parę osób odpowiedziało, lecz reszta siedziała cicho, nie ruszając się. Dobra, niektórzy wpadali w panikę, próbując się wyrwać. Widziałem, jak słabo im to idzie, ale sam spróbowałem unieść do góry prawą rękę, przymocowaną od ramienia w dół do podparcia grubymi, czarnymi pasami. Ani rusz. Zwróciłem również uwagę, że każdy od mojej prawej i naprzeciw już był pełny świadomości, a Ci po lewej spokojnie spali, nie wiedząc, co się dzieje, wyłączając oczywiście blondynkę, która przed chwilą zadała nurtujące moje myśli pytanie.
Im dłużej tu siedziałem, tym rodziła się we mnie większa złość. Każdy był tak samo unieruchomiony, lecz jedne drzwi prowadziły do kabiny pilota, który czasem wpadał w turbulencje. Miałem ochotę tam wejść i go zajebać, ale cholera nie mogłem. Przez te kochane paski. Swoją drogą zastanawiałem się, czemu nikt nie użył swojej Arcany. Przecież moje shurikeny spokojnie przerwą więzadło. Wypowiedziałem zaklęcie, lecz nic, ale to naprawdę nic się nie stało. Wpadłem w niemałe osłupienie, pytając się w myślach o wiele. Dlaczego moja Arcana nie zadziałała? Wtedy jeszcze nie wiedziałem.
Jak dla mnie trwało wieczność, zanim wylądowaliśmy. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie, dzięki dźwięku wysuwanych kół i kierowaniu się do dołu. Czas się niewyobrażalnie dłużył, a nawet okien nie mieliśmy. Po tym, jak stanęliśmy, a silniki ucichły, każdy również to zrobił. Trwaliśmy w tej ciszy, lecz niekoniecznie spokoju aż nagle klapa po mojej prawej się otworzyła do góry, wdzierając światło do środka. Po chwili z wielkim hukiem blaszanych kroków do środka weszła gruba uzbrojonych ludzi, która kolejno podeszła do każdej z osób począwszy od zasiadających przy brzegu. Ten sam, który wyrywał się podczas lotu, szarpał się również zamaskowanemu człowiekowi, przez co wezwano pomoc do tego przypadku, unieruchamiając go na nowo kajdankami za plecami wokół dłoń. Następnie wyszli z nim na zewnątrz. Byłem prawie na końcu, przez co udawanie spokojnego było przydatne, ponieważ mogłem swobodnie obserwować reakcję innych. Krótkowłosa, szczycąca się imieniem Ayame po poluzowaniu swoich dolnych kończyn, wystrzeliła jedną z nich w krocze mężczyzny, który syknął głośno, odchodząc kawałek. Uniosłem swój lewy kącik ust, rozśmieszyła mnie, lecz mimo tego czułem w sobie złość, chęć wiedzy, lecz jedyne co mi podano na temat tego wszystkiego to czyste, nieskazitelnie „nic”. Gdy w końcu jeden z nich, okryty czarną maską na twarzy i ubrany w granatowy uniform odblokował pas od mojej klatki piersiowej, kolejno do nóg i rąk, miałem szansę również mu zaoferować rozrywkę. Następnie złapał mnie za biały, najzwyklejszy T-shirt, bym wstał. Podniosłem się posłusznie, a gdy ten wyjmował kajdanki, zamachnąłem prawą ręką do tyłu, po czym przyjebałem mu w ten łeb, na co odskoczył w lewo, upadając na kolana. Nie musiałem długo czekać na reakcję innych. Trójka podbiegła do mnie, od razu powalając brzuchem na ziemię, sprawiając, że poczułem lekki dreszcz zimna. Czułem na swojej szyi dłoń, która nie pozwalała mi się wyrwać z uścisku. Kolejna dwójka po chwili spięła mi ręce z tyłu, tym czym potraktowali innych, po czym złapali za koszulkę i podnieśli do góry, popychając do przodu, bym szedł grzecznie do na wprost. Zapomniałem jeszcze wspomnieć, że sprawili mi miłe spotkanie z paralizatorem, lecz widocznie z takim niskim napięciem, że zostałem unieruchomiony na dosłownie chwilę. Po wyjściu na zewnątrz znalazłem się w wielkim pomieszczeniu, oświetlonym niebieskimi lampami. Spojrzałem bezuczuciowo, mimo że takowe emocje we mnie buzowały, na pozostałych ludzi. Część kierowała się opornie, część posłusznie, a wokół słychać było krzyki i płacz. Nie widziałem sensu oporu, byli uzbrojeni, a tylko głupiec chce dodatkowe limo pod okiem, lecz mimo tego sam wyrywałem się zezłoszczony momentami. Wszyscy szli w stronę korytarza naprzeciw. Wraz z „niebieskim” (tak nazwijmy tych w uniformach) wyprzedziłem jedną kobietę, która szlochała, zasłaniając przejście, po czym wszedłem do holu. Im dalej się szło, tym było coraz mroczniej i ciemniej, co dawało przyjemne uczucie grozy. Cholera, o czym Ty teraz myślisz, Ayax. W każdym razie niedługo później zostaliśmy wepchani siłą do wielkiego placu, zmuszeniu do kucnięcia przez niebieskich, którzy ustawili nas w półkole, ciągle dołączając nowych ludzi. Każdy stanął dwa metry do tyłu, pilnując, żebyśmy się nie wyrywali. Samo odwrócenie głowy w celu spojrzeniu na nich kosztowało mnie bliskim spotkaniem z prądem, a co dopiero temu szpetnemu, do którego sam zamaskowany musiał podejść i go potraktować „należycie”. Ayame była kilka dobrych osób dalej, nie szarpiąc się jak niektórzy. Grzeczna dziewczynka. W moim umyśle była nadal tylko chęć wiedzy, gdzie jesteśmy i po co. Dlaczego nie mam mocy i o co tu kurwa chodzi... Tylko o tyle proszę. Ustawieni byliśmy przed podium, przynajmniej ja, bo miałem je konkretniej na wprost, będąc środkiem półkola, a cała przestrzeń przypominała skwerek. Beton, roślinki dookoła i ściany, lecz brak jakiegokolwiek dachu. Była noc, lecz mimo tego oświetlali ów miejsce. Zanim wszyscy dołączyli, słyszało się trochę żalów, lecz nagle zabrzmiała muza trąbki, na co wszyscy ucichli, spoglądając na jej źródło. Dochodziło zza podium, na który chwilę potem bocianim krokiem wszedł mężczyzna w średnim wieku, uśmiechając się szyderczo spode łba. Machnął ręką, na co uciszono instrument, a on sam zabrał głos swoim ochrypłym, nieprzyjemnym dla ucha głosem:
- Witajcie moi drodzy! – zaczął szczęśliwie, podnosząc otwarcie ręce do góry. Szkoda, że my nie mamy takiej możliwości przez te jebane kajdanki. – Ja jestem Hang, a wy pewnie jesteście ciekawi, co tu robicie. W niektórych budzi się złość, w innych niepokój, ale wszystko to jest przewidziane w procedurach.
- Procedurach? – Powtórzyła pytająco jedna z dziewczyn z nutą niepewności.
- Czas na pytania będzie potem, spokojnie. – „uspokoił” z fałszywym uśmieszkiem na ustach. Chyba nie było nikogo, kto by go nie słuchał. – Znajdujecie się jednym z najlepszych ośrodków, który jest na tak zwanej „Zapomnianej Wyspie”. Nie ma jej na mapie, nigdzie, jest po prostu ukryta. Zostaliście tu sprowadzeni z paru różnych państw jako uczestnicy teleturnieju. Mieliśmy już edycję Alf i Bet, więc sięgnęliśmy po ich hybrydę, Gammy. Mimo że to pierwsza tego typu odsłona, myślę, że działa, ponieważ bransoletki na waszych dłoniach skutecznie pozbawiają Was mocy. – nie mieliśmy szans spojrzeć na swoje dłonie, lecz kątem oka zerknąłem na innych. Wokół jednej z nich zawsze znajdowała się szeroka opaska. – Nawet nie próbujcie jej zdjąć, zerwać. Nie da się. Będziecie przechodzić tutaj różne etapy, a za dobrze wykonane zadanie obdarzę Was nagrodą, którą aktualnie chyba każdy pragnie. Wyjściem stąd. Mamy zrobić dobry show i zaspokoić widzów, nic więcej, więc proszę Was, byście byli posłuszni, bo inaczej będzie to walkower, a w tym śmierć. – zaśmiał się głośno, na co poleciało w tle na niego parę wyzwisk i docinek. – Pierwsza runda sprawi, że połowa odpadnie, więc możecie być szczęśliwi. Dwadzieścia osób, zbieranych starannie przez moją prawą rękę od osiemnastego roku życia do dwudziestego piątego, która musi się dobrać w dwójki. Przedstawię Wam ogólne zasady pierwszej rudny. Udostępnimy Wam na jej czas Arcany w specjalnej, głuszącej w dalszym stopniu i niezniszczalnej kopule, w której będziecie musieli zrobić dla nas show! Po prostu pięknie okazać swoją Arcanę wraz z inną w ramach układu. Ach, no i wcześniejsze przedstawienie się przy kamerze rzecz jasna dla telewidzów.
- Nie będę w baletnice się bawić. – Syknął jeden z mężczyzn, tworząc poparcie u innych.
- Nie przerywajcie mi, proszę. – krzyknął Hang, uciszając resztę. – Jeżeli się postaracie, zostaniecie wypuszczeni. Jeżeli zawalicie, zostaniecie ze mną na długo.
- Co to ma się do teleturnieju? – Spytałem ostro, na co zostałem z tyłu potraktowany prądem, wyginając się plecami jak kot.
- Cicho. – Mruknął facet, następnie przechodząc znowu do swojego. – Najpierw dobierzemy Was w pary.
Z boku podszedł do niego niski chłopak, ubrany w długą suknię z niewielkim workiem. Hang klasnął wesoło parę razy w ręce, wspominając, że to jego ulubiona część. Gdy młody był już przy tym psycholu, otworzył wór, a ten zanurzył swoją owłosioną dłoń w jego wnętrzu, kręcąc parę razy ręką. W końcu zdecydował się jedną karteczkę wyjąć.
- Ayax! - Krzyknął w końcu po odczytaniu zawartości. Nie odezwałem się, nie reagowałem. Przez chwilę. Potem niebieski zaszedł mnie od tyłu i już próbował mnie zmusić do powstania, ciągnąc za koszulką, lecz wyrwałem mu się energicznie, samemu wykonując tę czynność. Jeszcze czego, zle dobrze, że chociaż prąd przestał działać. Czułem na sobie wiele wzroków, których część oderwała się, gdy ten zaczął ponownie grzebać w worku, mieszając jego zawartość. - Znajdziemy Ci partnera. - Zaśmiał się, wciąż grzebiąc w środku. Trwało to nadzwyczaj długo, lecz w końcu wyjął biały światek, po czym go rozwinął i odczytał. - Ayame, wstań!
 

Ayame? Co Ty na to? ;p

Od Atheny

Można by powiedzieć, że jest to dzień jak co dzień, jednak różnił się od pozostałych tym, że miałam wolne. Postanowiłam rozejrzeć się po okolicy. Pomimo, że byłam już tutaj miesiąc nie miałam ani jednego dnia wolnego. Choć jeszcze nie zostałam przydzielona do ochraniania żadnej osoby na wyższym szczeblu wiedziałam, że niedługo zapewne będę do kogoś przydzielona. Na dworze panował upał, z nieba lał się skwar. Pomimo, że byłam raczej ciepłolubnym człowiekiem i wysokie temperatury nie sprawiały mi raczej żadnego problemu miałam jakieś granice tolerancji ciepła, a obecna temperatura właśnie znajdowała się na owej granicy. Założyłam białą, cienką sukienkę sięgającą przed kolano. Wyszłam ze swojej kwatery i ruszyłam długim korytarzem do wyjścia. Wychodząc z budynku nie natrafiłam się na praktycznie nikogo. Ludzie chowali się do chłodnych pomieszczeń a przeszklona klatka schodowa do takich nie należała. Pierwszym miejscem do jakiego się udałam zaraz po opuszczeniu budynku było centrum miasta. Na szczęście owe centrum było blisko mojego mieszkania. Aż dziwne, że w takiej cenie dostałam tak dobrą lokalizację. Pierwszym miejscem do którego weszłam i które przy okazji rzuciło mi się w oczy był sklep muzyczny. Nad wejściem wisiał duży szyld z instrumentami muzycznymi i napisem "Music Shop". Gdy tylko do niego weszłam okazał się być większy niż wyglądał z zewnątrz. Był też większy od tego, który był w moim mieście. Szybko odszukałam miejsce w którym były skrzypce i smyczki. Obejrzałam owe przedmioty. Po pierwszej wypłacie kupię sobie nowy smyczek - zadecydowałam po czym wyszłam ze sklepu. W centrum miasta stała fontanna oraz urządzenia do ochłodzenia się. Było tam dosyć sporo osób, w tym dzieci biegających i krzyczących. Odwiedziłam jeszcze kilka sklepów raczej z powodu zorientowania się w tym co mają oraz w ich cenach niż z powodu kupna czegokolwiek. Nim się spostrzegłam minęło kilka godzin. Szybko skoczyłam na coś do restauracji, a gdy już z niej wyszłam na niebie ukazało się pełno chmur zwiastujących nadejście deszczu. Miałam już wracać ale usłyszałam cichy dźwięk płaczu dziecka, spojrzałam w jego kierunku. Mały chłopiec siedział pod ścianą, wokoło nie widziałam nikogo kto mógłby się nim opiekować. Podeszłam więc do niego.
- Zostawili Cię, co? - zapytałam, a chłopiec uniósł głowę i spojrzał na mnie z wrogością w oczach. Jego białka przybrały czarną barwę i kontrastując z czerwonymi źrenicami wydawały się płonąć nienawiścią. Po chwili rzucił się na mnie próbując wyrwać mi torebkę i uciec ale nie ze mną takie numery. Chwyciłam torbę tak, że dziecko nie mogło nic zrobić - Coś ci chyba nie wyszło - Skomentowałam jego czyn po czym złapałam go za rękę - Teraz pójdziesz na komendę policji i opowiesz co zrobiłeś - W tym momencie z oczu zniknęła cała złość, a pojawił się strach jednak nie na długo, niedługo potem jego ręka zapłonęła. - To akurat na mnie nie działa - Szybko używając mocy swojej arcany ugasiłam ogień. Przejęcie ognia czyjejś arcany było bardzo trudne jednak to był dopiero dzieciak i nie rozumiał jeszcze mocy swojej arcany oraz nie panował nad nią nawet w połowie co było dla mnie dużym ułatwieniem. Dalej chłopak nie stawiał oporu. Odprowadziłam go na pierwszą komendę policji. Po chwili przyjechała jego matka i zaczęła mnie przepraszać za jego zachowanie i próbowała jakoś załagodzić sytuacje. Jak każda matka, broni swojego dziecka przed wszystkim co może je skrzywdzić. Szkoda, że ja tego nie zaznałam. Wychodząc z komendy zaczęło padać. Niewielki jak się wydawało deszczyk przerodził się w okropną ulewę. Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku przystanku autobusowego. Było tam sporo ludzi kryjących się przed deszczem i też kilku stojących na deszczu. Dołączyłam do nich. Nie musiałam czekać długo bowiem autobus nadjechał dosyć szybko. Ludzie natychmiastowo rzucili się do pojazdu przepychając się między innymi. Gdy wsiadałam autobus był już wypełniony po brzegi. Na szczęście się zmieściłam i nie musiałam by czekać na kolejny. Jednak gdy już byłam w środku poczułam szarpnięcie do tyłu. Wypadłam z autobusu, a na moje miejsce szybko wcisnęła się kobieta.
- Pojebało cię?!- wykrzyknęłam natychmiastowo wstając i chciałam już wyciągać babę z pojazdu jednak zanim zdążyłam coś zrobić autobus odjechał - Zajebiście - mruknęłam pod nosem. Chyba będę musiała polecieć.
- Ktoś tu ma gorszy dzień - usłyszałam komentarz zza pleców.
- Nie, ten jest po prostu genialny - odparłam z nutą sarkazmu w głosie po czym się odwróciłam w stronę osoby która wypowiedziała do mnie słowa.

<Ktosiu?>

Terminy Opowiadań!

Hej Miśki~
Z racji tego, ze jeszcze trwają wakacje to nie pilnuję was tak bardzo żebyście pamiętali o postach, ponieważ mam świadomość tego, że jeszcze wielu z was wyjeżdża. Blog jest trudny, więc tym bardziej jestem skłonna zrozumieć, że nie możecie pisać tak często. Mimo wszystko od kilku dni nie widze nawet pierwszego posta od niektórych postaci dlatego tym razem narzucę wam termin. Athena oraz Shanaya mają czas do jutra (17 sierpnia) do godziny 15:00 na napisanie posta w przeciwnym wypadku usuwam wasze postaci z bloga.
~Tavv~
Czekajcie z niecierpliwością, bo niedługo na blogu pojawią się questy! ^^

Od Kilian - C.D Ayax'a

Historia, którą opowiedział mi Hrabia... hmm w sumie czy ja słuchałam co on do mnie mówił? O wiele ważniejsze było teraz dla mnie znalezienie miejsca, w którym nie znajdzie mnie ani straż ani nikt inny z zamku, bo to mogłoby się skończyć między innymi tym, ze natychmiast musiałabym wracać. Życie Królowej wcale nie było takie łatwe jak wszystkim się wydawało. Multum obowiązków oraz inni ludzie na karku to coś z czym borykałam się każdego dnia od ukończenia chyba... 15 lat? To chyba nic złego, ze chce od czasu do czasu uciec od tego wszystkiego i chociaż na chwilę zapomnieć jak ważną rolę pełnie w tym królestwie. Być może to niegrzeczne z mojej strony, ze go nie słuchałam, ale... starałam sobie nie złamać nogi skacząc z kamienia na kamień.
-Czy ty mnie w ogóle słuchałaś? - w końcu chyba zauważył moje chwilowe nierozgarnięcie i powielił swoje pytanie upewniając się czy aby na pewno wszystko zakodowałam w głowię.
-Posłucham tego jeszcze raz w zamku, bo chwilowo dbam o to by sobie nie złamać nogi. - kompletnie nie zainteresowana rozmową ze swoim towarzyszem zawiesiłam wzrok na jednej ze skał, która była niebezpiecznie blisko brzegu wyspy. No.... upadek z takiej wyspy na sam dół (jeżeli jest jakieś dno) mógłby skończyć się tragicznie. Przekalkulowałam sobie kilka rzeczy w głowie i szybko przeleciałam wzrokiem cały krajobraz dookoła. Musiałam też wszystko przemyśleć, bo jakby mój plan nie wyszedł to nie wiem kto skończyłby gorzej.
-Masz dużo siły? - zerknęłam teraz kątem oka na chłopaka, który jakby został zbity z tropu, a jego spojrzenie nagliło mnie do rozwinięcia zdania. - No nie patrz tak na mnie. Pytam poważnie. Masz tyle siły by mnie utrzymać? - zrobiłam dwa kroki do przodu, by być bliżej rozmówcy, a tym czasem mój palce wskazujący dotknął jego klatki piersiowej.
-Możemy się przekonać, aczkolwiek jeszcze nie wiem co ty planujesz. - wychylił się zza mnie tak żeby mniej więcej zorientować się na co ta moja łepetynka mogła wpaść.
Nie słuchając dalszych słów Ayaxa odwróciłam się tyłem i wytworzyłam grubą lianę, która opleciona była dookoła dużego kamienia. Zwisała w dół wyspy wiec teoretycznie gdyby nas nie utrzymał to... po prostu byśmy spadli, a raczej skrzydeł nie rozwinę. Końcówkę liany złapałam w dłoń i przekazałam swojemu koledze obok.
-Łapka tutaj - złapałam jedna jego dłoń i położyłam na swoich lędźwiach oplatając siebie jednocześnie w pasie. - Jak zjedziesz niżej to każę cie zamknąć w lochach. - ostrzegłam żartobliwie patrząc mu głęboko w oczy. Zanim jednak opuściliśmy się niżej nieco poczekaliśmy aż strażnicy tutaj dobiegną, bo nawet jeśli chłopak był niewyobrażalnie silny to mógłby nas długo nie utrzymać, a ja chciałabym jeszcze pożyć. Spuściliśmy się na dół chwilę przed tym jak dobiegli rycerze i tak jak myślałam..... trop im się urwał, a my rozpłynęliśmy się w powietrzu. Przynajmniej tak wywnioskowałam z ich chwilowego otumanienia i tysiąca pytań "Gdzie ona się podziała?".
-Matko.... tyle z niej problemów, że bardzo chętnie sama zrzuciłabym jej dupsko z tronu. - usłyszałam kobiecy głos bardzo blisko nas. Z racji tego, że znam wszystkich swoich rycerzy, a ona była jedną z nielicznych kobiet tam się znajdujących, to nigdy w życiu nie pomyliłabym jej głosu z żadnym innym. Plan był inny i mieliśmy pozostać niezauważeni, ale byłam bardzo ciekawa miny Demanii, która zorientuje się, że słyszałam jej jakże zgryźliwy komentarz na swój temat. Liana wciągnęła nas na górę dzięki mojej Arcanie, a nasza dwójka bezpiecznie stanęła na ziemi. Mina dziewczyny kiedy mnie zobaczyła była po prostu bezcenna.
-Najchętniej to kazałabym ci zakneblować ten niewyparzony pyszczek żebyś sobie przypomniała swoje miejsce, ale wymyślę ci kiedyś jakąś inną karę. - otrzepałam swoje ubrania z niewidzialnego kurzu po czym wyminęłam ja z prawej strony. - A tak poza tym to... - odwróciłam się na pięcie i kiedy ta stała jeszcze do mnie tyłem: ugięłam jej lekko kolana, by czasem nie zapomniała o ukłonie. Nie panując nad tym co się właśnie stało upadłą na miękką trawę, a ja w tym czasie przywiązałam jej nóżki do podłoża cienkimi pnączami. - Teraz sobie tak tutaj posiedzisz aż ci nogi nie odpadną od klęczenia. - powiedziałam spokojnie, jednak tak naprawdę byłam lekko poirytowana brakiem szacunku. Zawsze się tak zachowywała, więc moja tolerancja i tak już wzrosła, a jednak nie mogłam zignorować pewnych zachowań. Powolutku zaczęłam kroczyć w stronę zamku, myśląc ciągle o tym za jaką bożą krówkę ma mnie Hrabia. Oh tak... jestem bardzo milutka i niewiarygodnie naiwna. Do czasu...

>Ayax lub Demanii? <