Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayame. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 sierpnia 2017

Od Ayame CD. Ayax'a

Patrzyłam się przed siebie, dalej nie rozumiejąc co się tutaj dzieje. Usłyszałam swoje imię. Rozejrzałam się po reszcie przebywających tu ludzi. Jedyną osobą która stała, był Ayax. Nawet nie słuchałam co ten gościu mówi i udawałam spokojną. Chwilę potem moje rozmyślania przerwało szarpnięcie za moje ramię do góry. Zmuszona do wstania zrobiłam to. Czarnowłosy chłopak od razu spojrzał się w moją stronę. Z jego twarzy mogłam wyczytać jedynie złość i lekkie zdziwienie. Wiem, że nie jestem przez niego lubiania, więc nie uśmiecha mu się bycie w parze ze mną. Mimowolnie uśmiechnęłam się lekko z zakłopotanie i spojrzałam na mężczyznę, który stał na scenie? Podium? Nie wiem jak to nazwać.
- Więc Ayax i Ayame, jesteście razem w parze do występu. - powiedział ten gościu, co najwyraźniej to wszystko organizował.
- Przepraszam, ale co tu się dzieje? - powiedziałam spokojnie, starając się ukryć moje zakłopotanie. Chwilę po moim pytaniu, poczułam jak zostaje uderzona w plecy. Syknęłam cicho z bólu.
- Widać, że nie słuchałaś. - uśmiechnął się szerzej. - Ayax Ci wszystko ponownie wytłumaczy. 
Spojrzałam się znowu na Ayax'a. Spoglądał na mnie tym zimnym spojrzeniem, pełnym pogardy. Uśmiechnęłam się głupio i zostałam pchnieta do przodu. To samo zrobili chłopakowi. Organizator zaczął dalej losować osoby i dobierał je w pary. Ciekawe skąd on tak wiele i nas wie i skąd zna moje prawdziwe imię. Mówi się trudno. Co chwilę kolejna osoba wstawała. Właśnie. Jaką tak właściwie Arcanę na Ayax...? Nigdy się co nie pytałam, ale wcześniej przewidział moje ruchy. Oby tylko była jakaś pożyteczna. Przygryzłam moją dolną wargę przez rozmyślania, nawet nie orjętując się, że wszystkie pary są już dobrane. Zostałam złapana za ręcę przez gościa w zbroi czy tak mundurze. Nie wiem, powiedzmy, że to takie mój strażnik.
- Zaprowadzcie pary do wspólnych pokoi. - skierował się ten przemądrzalec do strażników. Ja? W jednym pokoju z Ayaxem!? Przecież my się tam pozabijamy, albo ja wydrapie mu oczy. Szliśmy w jeden za drugim, prowadzenia do pokoi. Jeśli wogóle można je tak nazwać. Po otworzeniu drewnianych drzwi, ukazał się przed moimi oczyma pokoik. Pokojem go nie nazwę bo był on nie za wielki. Dwa niewielkie łóżka, jedna szafa i mały stolik na środku pokoju z dwoma krzesłami. Wyrwałem się z rąk strażnika i sama weszłam do pokoju. Ten jeszcze do mnie podszedł i rozkuł mi ręcę. Za wiele mi to nie są gdyż mam jeszcze tą opaskę przez którą nie mogę używać Arcany. Chwilę potem to samo zrobili z Ayax'em. Rozmasowałam swoje nadgarstki i spojrzałam na chłopaka, który robił to samo. Drzwi za nami się zamknęły. Usłyszałam jak przekręcają klucz. Super. Po lewej stronie mieliśmy drzwi, które prowadziły do niewielkiej łazienki. Na stole leżał już jakiś posiłek, czyli dla każdego po dwie kanapki i butelka wody. To się bardzo najem. Usiadłam na łóżko bo jakoś bardzo nie byłam głodna. Ayax usiadł na krześle i zaczął jeść kanapkę. Po krótkiej chwili ją odłożyć. Czego mogłam się spodziewać, na pewno nie była za dobra. Westchnął i położył się na łóżko.
- Masz jakieś plany? Masz mi wytłumaczyć co się tu dzieje. - powiedziałam, bo dalej tego nie ogarniałam.
- Nie mam żadnych planów i było słuchać, a nie bujać w obłokach. - powiedział jak zawsze tym swoich oschłym głosem. Zacisnęłam zęby. Okej, czyli jestem zdana na tego debila, który pewnie ma chujową Arcanę. Występ miał być jutro mniej więcej z rana. Mieliśmy z pół dnia na obmyślenie go, ale jak widać, nasz kochany Ayax nie ma zamiaru o tym że mną podyskutować. Schowałam głowę w poduszkę, bo tylko to byłam w stanie zrobić, gdy ten debil się do mnie nie odzywa.
- Ciekawe, czy te opaski da się zdjąć... - mruknęłam sama do siebie. Jak widać, nasz panicz to usłyszał.
- Nie polecam. - odwróciłam się z widocznym zdziwieniem na twarzy. On się do mnie odezwał. No po prostu zapisuję to w kalendarzu kiedy wrócę do domu.
- Nie lepiej spróbować? Może po prostu tak nam mówią. - powiedziałam, spoglądając na tą opaskę, która blokowała Arcanę.
- Jeśli chcesz coś sobie zrobić, to śmiało. -  wzruszył ramionami. Kiedyś jeszcze raz spróbuję go zabić. Przysięgam to sobie.
- Za kogo Ty się uważasz? Myślisz, że nie wiem... Wiesz kurwa wszystko? - wypaliłam za nim zdążyłam ugryźć się w język. Chłopak odwrócił się w moją stronę i podniósł do siadu. Zmierzył mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział.
- Słuchaj ty mnie... - przejechałam dłonią po twarzy - Nie wiem jaką masz Arcanę, ale jeśli jutro zawalisz, zabije cię własnymi rękoma. - syknęłam, patrząc na niego. Jeśli to zawalimy, albo wylecimy stąd na zbity pysk, zostaniemy zabici lub staniemy się zabawkami organizatora.
- To samo mogę powiedzieć do Ciebie. - odwrócił się i znowu położył na łóżku. Walnęłam pięścią w łóżko. Przynajmniej nie bolało.
- Ja pierdole! - krzyknęłam. Miałam już dość tego gościa. Zabijcie mnie, ja z nim długo nie wytrzymam.

▼▲▼▲

Pobudka o 5 rano przez strażników. No chyba nie ma nic lepszego! Wczoraj usnęłam po wymianie słów z Ayax'em, a raczej mini sprzeczce. Wstałam z łóżka i zostałam złapana za ręcę. Przewróciłam oczami i tak jak myślałam, chwilę potem miała skute ręcę. Z Ayax'em postąpili tak samo. Nawet nam nie powiedzieli, kiedy mamy występ, a tu taka miła pobudka i nagle nas zaciągają najpewniej na występ. Dopiero wstałam, a oni nawet nie pozwolili skorzystać mi z toalety. Co za zwyrole. Chłopak został pierwszy wyprowadzony z pokoju, a ja zaraz za nim. Obok nas szli strażnicy, pilnująć byśmy nie uciekli. Nawet jakby nam się to udało, to jesteśmy na jakiejś odludnej wyspie. Chyba nic ciekawszego nie mamy do roboty niż siedzenie tutaj. Ucieczka stąd to śmierć. Chociaż kto wie, może i tutaj wkrótce zginiemy. Przez tego debila i jego zapał do rozmowy ze mną, nawet nie omówiliśmy naszego występu. Zatrzymaliśmy się przy jakiś metalowych drzwiach. Złapali nas za ręcę i zawiązali czymś oczy.
- Czy to pokój z piniatami?! Będziemy je rozbijać?! - zapytałam podekscytowana. Oczywiście powiedziałam to w żartach. Usłyszałam jak Czarnowłosy chłopak cicho się śmieje. Po raz pierwszy chyba słyszę jego śmiech. Oberwałam łokciem w biodro. Dość mocno.
- Siedź cicho. - powiedział jeden z tych gości. Westchnęłam cicho, a śmiech chłopaka ucichł. Na pewno się jeszcze teraz uśmiecha! Usłyszałam lekkie skrzywienie tych drzwi. Zostaliśmy wepchnięci do środka, a ja poczułam na skórze przyjemny chłód. Przynajmniej tutaj zimno. Gościu który mnie pilnował, prowadził mnie w głąb tego pokoju. Ciekawość narastała. Chciałam już mieć zdjętą tą opaskę. Zatrzymaliśmy się na chwilę, lecz nic nie usłyszałam. Po chwili znowu ruszyliśmy. Gdy byliśmy już u celu, co nie trwało długo, rozwiązali nam ręcę i zdjęli opaski na ręcę, po czym nałożyli jakieś inne. Pewnie takie, które tylko zmniejszają nasze moce. Po chwili rozwiązali nam także oczy i ukazało nam się szklane pomieszczenie w którym było ciemno. Zamknęli za nami drzwi, a ja rozejrzałam się dookoła. 
- Witajcie drodzy! Mam nadzieję, że macie już obmyślony plan występu. - dzięki Ayax. Po powrocie do domu postawię ci coś dobrego. - Zostaliście wybrani jako pierwszą para, więc jako piersi wystąpicie! Czekam na wasz taniec Arcan! - mężczyzna dokończył swoją przemową, a nad nami zapaliły się światła. Spojrzałam się na Ayax'a.
- Raz będę taka miła i mów co robić. Zrobię to, co mi powiesz. Tylko i wyłącznie dlatego, że chce stąd szybko wyjść. - chłopak skierował na mnie swoje spojrzenie, a ja do niego podeszłam. Podeszłam do niego zbyt blisko jak na mój kontakt damsko-męski. 

Ayax? ^^

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Ayame CD. Ayax'a [+16]

Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego. Nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Szłam obok niego, tak jakby rozmyślając nad odpowiedzią. Może by go tak trochę jakoś zmylić? Już robię go z udawaniem takiej miłej, co całkiem nieźle mi wychodzi. Jednak nie dam sobą rządzić, tym bardziej przez takiego pewnego siebie chłopca. Dobra, wyglądał na trochę starszego, ale chyba w myślach mogę go tak nazwać. Zarozumiały, zapatrzony w siebie chłopak. Najgorszy typ jaki może być, lecz zawsze można coś wyciągnąć od niego. Może coś by się udało. Zaprzyjaźnić się, a potem go jakoś wykorzystać. Nie wygląda na chętnego do zawierania znajomości, zgrywa takiego niedostępnego. Ayame, o czym ty do cholery myślisz?! Dobra, nieważne. On wcale nie jest w moim typie, nawet nie mam swojego typu faceta, bo nie znoszę płci przeciwnej. Wystarczy go jakoś lekko uwieść i potem zgarnąć kasę od Tai'a, za wykonanie zlecenia. Ciekawe tylko jak długo by mi to zeszło. Zawsze można spróbować. Chłopak zatrzymał się, a ja zauważając to zrobiłam ten sam ruch co on. Odwróciłam się do niego z pytającym spojrzeniem.
- Musisz tak za mną łazić? - wycedził przez zęby. Uśmiechnęłam się do niego zalotnie i podeszłam bliżej, gdyż przez moje rozmyślania zatrzymałam się parę kroków od niego. Był ode mnie wyższy o parę centymetrów. Niby z niezłym ego ale prawie niższy. Dzieliło nas może z siedem centymetrów wzrostu.
- Muszę, a przeszkadza Ci to? - schowałam ręcę za plecami i zrobiłam smutną minę. Jakoś za dobrze mi szło to udawanie takiej miłej.
- Owszem, przeszkadza, więc się ode mnie odwal. - wyminął mnie, a ja stałam w miejscu zdziwniona. No do cholery. Tak się kobiety nie traktuje! Podbiegłam do niego i złapałam go za kawałek bluzy którą na sobie miał.
- Nie traktuj mnie jak śmiecia. - wysyczałam, patrząc mu się w oczy. Nasze spojrzenia szybko się spotkały, bo nie spodziewał się po mnie najwyraźniej takiego zachowania.
- Czy ja traktuje Cię jak śmiecia? Nie znamy się i jakiego ty kobieto traktowania ode mnie oczekujesz? Przypomnę, to ty próbowałaś mnie zabić. - zmierzył mnie wzrokiem z pogardą. Prychnęłam cicho, dalej gapiąc się w jego oczy. Niby facet, a tak mnie irytuje. Dobra, to facet i nic tego nie zmieni. Przejechałam dłonią po twarzy.
- Słuchaj mnie... Chce być miła, ale to ty kurwa nazwałeś mnie prostytutką i ty krytykowałeś mój wygląd. Nie moją winą jest, że nie jestem w twoim zjebanym typie. -  powiedziałam podnosząc nieco ton głosu i podchodząc do niego jeszcze bliżej. Stanęłam krok od niego i wyciągnęłam ręcę, gdyż chciałam go popchnąć. Nieoczekiwanie zrobił krok do tyłu. Uśmiechnęłam się lekko przez jego poczynanie.
- Przewidujesz moje ruchy, co? Masz ciekawą Arcanę. - szepnęłam cicho zaklęcie i po chwili w mojej dłoni pojawił się cinisty łuk. Staliśmy w jakiejś zaciemnionej alejce, gdzie prawie nikt nie chodził.
- Nie mam na ciebie czasu, żegnam. - po raz kolejny spojrzał na mnie z pogardą i odwrócił się do mnie plecami, szybko znikając za drzewami. Zacisnęłam pięści i wyrzuciłam gdzieś w bok łuk. Ten zaraz się rozpłynął, zostawiając po sobie lekką smługę dymu. Przeklnęłam w myślach tego zapatrzonego w siebie dupka. Zawróciłam w stronę karczmy. Dostałam chociaż zalicznę, ale przecież on nie pozwoli mi wykonać zadania i reszta kasy poszła się walić. Chciałam wrócić już do domu i się położyć. Niby nie było jeszcze aż tak późno, lecz byłam padnięta. Wezmę sobie ciepłą kąpiel i może znowu coś poczytam. Z wielką chęcią spotkałabym Ayax'a jeszcze raz i kolejny raz. Tylko w bardziej ustronnych miejscach, bym mogła się z nim trochę pobawić. Ciekawe kim jest w hierarchi. Sama wiadomość, że szedł do zamku. Posłaniec? Może i tak. Nie wiem. Szłam spokojnie w stronę domu. Nie zostało mi za wiele do przejścia, a zaczynało się już ściemniać.

▼▲▼▲

Założyłam czysty różowy podkoszulek w fioletowe kropki i krótkie, różowe spodenki od piżamy. Nie wiem czemu miałam taki kolor ciuchów, ale były one wygodne i wyglądały całkiem fajnie, jak na różowy kolor. Gorąca kąpiel jednak jest bardzo przyjemna. Siedziałam przy książce z kubkiem kawy w dłoni. Kawa na wieczór to może i zły pomysł, najwyżej nie usnę w nocy. Nie miałam żadnych planów na jutro więc mi to tam nie szkodzi. Raven siedział mi na kolanach, bawiąc się materiałem spodenek. Nie przeszkadzało mi to, byłam już nawet do tego przyzwyczajona bo często tak robił. Odłożyłam na bok książkę i dopiłam kawę. Obok książki położyłam kubek i oparłam się o kanapę z cichym westchnięciem zadowolenia. Wzięłam kruka na ręcę i wstając z fotela, położyłam go na nim. Najwidoczniej nie spodobało mu się przerwanie jego zabawy, bo udziobał mnie w palca. Pogroziłam mu nim i skierowałam się w stronę łóżka. Położyłam się na nim, nawet nie
przykrywając się kołdrą. Przytuliłam do siebie poduszkę i podkurczyłam jedną z nóg. Zgasiłam lampkę obok siebie i zamknęłam oczy. Mam nadzieję, że po tej kawie dam radę zasnąć. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach. Nie wydarzyło się nic ciekawego, nawet nie wykonałam zlecenia, przez co mogę dostać opiernicz. Najważniejsze, że mam załatwioną kasę na najbliższe dwa, trzy miesiące. Jest to chyba jedyna rzecz, którą nie muszę się martwić. Ziewnęłam i już prawie usnęłam, gdy usłyszałam otwierane drzwi. Nie przypominam sobie bym ich nie zamykała, więc było to dziwne. Nikt oprócz mnie nie miał klucza do tego domu, no chyba, że właściciel ale nawet on nigdy się tu nie zjawił bez zapowiedzi, a tym bardziej nie o tej godzinie. Wstałam szybko z łóżka, a kruk zerwał się z fotelu i podleciał do mnie. Wyczuwałam od niego strach. Usiadł mi na ramieniu i rozglądał się dookoła, tak samo jak ja. Usłyszałam cichą rozmowę dwóch mężczyzn. Pewnie złodzieje czy coś podobnego. W mojej ręcę pojawił się łuk, a w drugiej trzy strzały. Wyciągnęłam przed siebie łuk i Naciągnęłam cięciwę, nakładając na nią jedną ze strzał. Po ostatnich obrażeniach jakie odniosły moje kruki, wolę ich na razie nie przemęczać. Chociaż pewnie i tak one tego nie odczuwają. Gdy tylko jeden z chłopaków wyłonił się zza drzwi, od razu dostał strzałę w głowę. Padł na podłogę, a ja już naciągałam drugą strzałę. Stałam w miejscu czekając aż ten drugi wyjdzie z ukrycia. Nie słyszałam już żadnej rozmowy, co lekko mnie zaniopokoiło. Nawet nie słyszałam kroków, może uciekł. Nagle poczułam silne uderzenie w plecy. Zachwiałam się spadając na kolana i odsłaniając plecy dla mojego oprawcy. Uśmiechnęłam się lekko. Do chłopaka dołączyło jeszcze dwóch innych.
- Co z nią robimy? - zapytał jeden z nich. Nie dam się tak łatwo.
- Momento Mori... - powiedziałam cicho, a tamci od razu przestali gadać. Koło mnie pojawiły się trzy kruki, które skierowały się w ich stronę. Wstałam powoli i odwróciłam się do nich z lekkim uśmiechem.
- Myślisz, że te kruki nas zabiją? - zaśmiał się blondyn. Niech nie myślą pochopnie.
- Róbcie z nimi co chcecie, tylko nie pobrudźcie mi mieszkania. - machnęłam niedbale ręką i przeglądałam się ich zdziwionym miną. I tak będę musiała sprzątać. Ptaki rzuciły się na mężczyzn, a Raven dołączył do nich. Przyglądałam się krwawej scenie z szerokim uśmiechem. Kruki powoli wbijały dzioby w ich ciało, co jakiś czas wyrywając kawałki mięsa. Widziałam nawet, że jeden z nich zabrał się za oczy. Nie chciałabym znaleźć się na ich miejscu. Na samym początku krzyczeli, lecz po paru minutach najwyraźniej zemdleli przez utratę zbyt dużej ilości krwi. Mi to było nawet na rękę. Wyszłam z pokoju zostawiając ptaki z nimi. Niech się jeszcze pobawią, a ja coś zrobię z ciałem tego pierwszego. Powtórzyłam zaklęcie, a w domu pojawiło się jeszcze sześć kruków, które poleciały pomagać reszcie w ofiarach. Nawet grzecznie po skończonej uczcie, zabrały kości i wyrzuciły je gdzieś w lesie. Na zabrałam mop i zaczęłam czyścić resztę krwi. Mam nadzieje, że uznają ich za zaginionych, a nie zabitych. Źle by było, gdyby ktoś mnie nakrył. Po wyczyszczeniu całego miejsca zbrodni, kruki wróciły do swojego świata, a ja do łóżka. Ziewnęłam i spojrzałam ostatni raz na to miejsce. Trzeba się niedługo przeprowadzić. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

▼▲▼▲

Obudziłam się stosunkowo wcześnie, nawet jak dla mnie to za wcześnie. Podniosłam się do siadu i przetarłam dłońmi zaspane oczy. Poszłabym jeszcze spać, lecz pewnie nie usnę. Trzeba znowu zabrać jakieś zlecenie na zapas. Wolałabym wynająć jakieś lepsze mieszkanie lub dom. Tutaj jest zdecydowanie za dużo kurzu. Jeszcze trochę tu pomieszkam i wynosze się stąd. Może kiedyś uda mi się ukraść lub kupić konia. Kto wie. Przebrałam się w czarne jeansy i czarną koszulę. Nawet nie jedząc śniadania, wybiegłam z domu zostawiając w nim kruka. Jednak dziwnie to wyglada jak tak duży ptak siedzi ci na ramieniu. Wolę unikać ludzkich spojrzeń w moją stronę. Musiałam najpierw kupić coś do jedzenia, gdyż moja lodówka była pusta. Skierowałam się w stronę targu. Zawsze przy sobie miałam parę monet, więc powinno mi starczyć na coś do jedzenia. Resztę zostawiałam w domu na wszelki wypadek. Weszłam na alejkę na której znajdował się targ. Zaczęłam od kupowania jakiś owoców, miesą i takich innych. Parę butelek wody, soku. Dokupiłam jeszcze herbatę i kawę bo za dużo ich pije. Skusiłam się na kupienie kawałka arbuza. Tak dawno to nie jadłam. Gdy skończyłam swoje zakupy, wolnym krokiem wyszłam z targu. Szłam dość zaludnioną ulicą, trzymając jedzenie w reklamówkach, a niektóre w rękach. Po mimo tak małej kwoty jaką ze sobą miałam i tak kupiłam dość dużo. Nie patrząc przed siebie, wpadłam na kogoś, wypuszczając z rąk trzymaną przeze mnie część jedzenia. Gdzy już miałam podnieść głos na osobkę która na mnie wpadła, dostrzegłam czarnę włosy i tą ostatnio mi tak dobrze znaną twarz.
- Oj, przepraszam, jaka ze mnie niezdara... - uśmiechnęłam się głupio. Nie wiem czemu zawsze przy nim udaje taką milutką. Może i próbuje wyciągnąć od niego jakieś informacje, ale nie powinnam zniżać się do takiego poziomu. No trudno. Czułam na sobie jego wzrok, gdy schylałam się po upuszczone rzeczy. Kiedyś wydrape mu te oczy. Spojrzałam się na niego i czekałam na jakieś słowo z jego strony. Ciekawe czy wogóle się odezwie.

Ayax? 

środa, 9 sierpnia 2017

Od Ayame CD. Ayax'a [16+]

Piękny słoneczny poranek. Czego tu chcieć więcej? Spojrzałam za okno, gdyż niedawno się obudziłam. Zmrużyłam lekko oczy gdy promienie światła padły na moją twarz. Skierowałam się do drewnianej i trochę już zniszczonej szafy. Dzisiaj miałam zamiar nie rzucać się w oczy, więc zrezygnowałam z garniaka. Założyłam moją ulubioną, czerwoną koszulę w kratkę i na to czarną pelerynę z dużym kapturem by zakryć twarz. Założyłam do tego jakieś czarne spodnie i byle jakie buty. Trafiłam akurat na już trochę zniszczone. Podeszłam do mojej szafki z oszczędnościami i otworzyłam ją małym kluczykiem. Zerknęłam na resztki monet i głośno westchnęłam. Zgarnęłam połowę z nich i zamknęłam szafeczkę. Muszę szybko znaleźć jakieś zlecenie bo nie starczy mi na czynsz. Zostało mi tylko może na trzy obiady. Ruszyłam w stronę drzwi i wychodząc przed dom, zamknęłam je. Rozejrzałam się dookoła, a mój pierzasty przyjaciel usiadł mi na ramieniu. Zarzuciłam na głowę czarny kaptur i ruszyłam przed siebie w kierunku środku miasta. Jednak to tam jest najwięcej osób, które mają jakieś ciekawe zlecenia. Mimo ponad 30 stopni nie zrezygnowałam z okrycia głowy. Nie chciałam jednak by ktoś jakoś dobrze widział moją twarz. Stanęłam na środku rynku, rozglądając się za tablicą ogłoszeń. Ha! Nie tylko w karczmie można znaleźć jakieś fajne zlecenia. Gdy tylko zauważyłam dość sporą tabliczkę, od razu do niej podbiegłam zwracając tym samym uwagę paru ludzi. Cholerka. Czego nie robi się dla pieniędzy? Dokładnie przeczytałam każde z nich, lecz nic nie przykuło mojej uwagi. Szukałam czegoś w stylu "zdobądź wiadomości, a potem jak chcesz to zabij". Z grymasem na twarzy skierowałam się do karczmy. Niestety to jedyne rozwiązanie. Stanęłam przed karczmą, zastanawiając się czy to dobry pomysł. Rzadko bywam w takich miejscach. Po chwili namysłu weszłam do niej wolnym krokiem, tym samym zwracając na swoją postać spojrzenia innych. Przeklnęłam się w duchu za mój dzisiejszy widok. Pewnie rzadko widuje się osobę z krukiem na ramieniu i w dodatku z prawie całą zasłoniętą twarzą. Rozejrzałam się zwracając tylko uwagę na twarze ludzi. Gdy skończyłam usiadłam przy barze. W mgnieniu oka znalazł się koło mnie barman, a ja zdjęłam moje nakrycie głowy.
- Co podać młoda damo? - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Próbowałam się uśmiechnąć, lecz wyszedł pewnie on dziwacznie. Uśmiechać się do płci przeciwnej. No chyba nie.
- Nie chcę nic. - na te słowa barman się skrzywił i już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam łapiąc go za koszulke i przyciągając do siebie. - Słuchaj. Potrzebuje jakiegoś zlecenia od kogoś. Dobrze płatne. 
- Em... Tamten gościu w rogu. - wskazał na faceta w garniaku. - Wspominał coś, że ma jakieś zlecenia, ale myślałem, że tylko bredzi.
- Dzięki. - wycedziłam przez zęby i puściłam chłopaka. Parę osób przyglądało się moim poczynanią. Wstałam z wysokiego barowego krzesła i skierowałam się do tego gościa. Fajka w ustach i garniak. Wygląda na kogoś ważnego więc może i dużo zapłaci. Usiadłam na krześle które było naprzeciw niego. Zarzuciłam nogę na nogę i oparłam się łokciami o stół, przyglądając mu się. Ten tylko patrzył się na mnie w szoku. Uśmiechnęłam się widząc jego minę i zaśmiałam cicho. Chłopak zgasił papierosa i także oparł się o stół, spoglądając na mnie.
- Czegoś chcesz? Nie wyglądasz mi na prostytutkę. - uśmiechałam się dalej, lecz nie ukrywajmy. Gdybyśmy nie byli w barze, jego flaki już dawno lerzałyby na podłodze, mózg gdzieś na ścianie, a dalej to już nie wspominam. Pewnie moje kochane kruki by się nim zajęły.
- Owszem, chce i dobrze myślisz. Nie jestem prostytutką. - powiedziałam jeszcze milutkim głosikiem, po czym zmieniłam to na bardziej ostry. - Mam nadzieję, że masz jakieś zlecenie. Potrzebuje kasy. - facet uśmiechnął się do mnie szeroko i poprawił garnitur.
- Dobrze trafiłaś. Więc mam dla Ciebie pewne zadanie, jeśli oczywiście je przyjmiesz. Bo wiesz, gram wieczorami w kasynie. - ściszył ton swojego głosu by nikt go nie usłyszał. - I wiesz, jest taki jeden chłopak który zawsze wszystko zgarnia. Myśle, że kantuje. Mogłabyś to sprawdzić i coś z tym zrobić? 
- Zależy jaka stawka. - uśmiechnęłam się, licząc na pożądne wynagrodzenie. Wyciągnął w moją stronę dość dużą sakiewkę z monetami.
- Tutaj masz zaliczkę. Jak go załatwisz dostaniesz więcej. - uśmiechnął się, a ja zabrałam sakiewkę z wielkim uśmiechem i uścisnęłam jego dłoń. Odwzajemnił mój gest.
- To powodzenia. - powiedział o odszedł od stołu.
- Dziękuj! - krzyknęłam na odchodzę i zerknęłam na sakiewke która była trochę ciężka. Jakiego mam dzisiaj farta. Jak tu mam czynsz na jakieś trzy miesiące! Wybiegłam jak najszybciej z karczmy. Chciałam schować moje oszczędności bo jednak zaraz bym je pewnie wydała. Dostałam też opis tego chłopaka którego miałam wyszukać i go śledzić. Ustaliłam z tym facetem, że dzisiaj do kasyna pójdę jako jego towarzyszka, a gdy mój cel wyjdzie z kasyna ide za nim. Otworzyłam drzwi od domu już całkiem rozmyślona. Szybko znalazłam się w środku i schowałam sakiewkę do szafki na klucz. Zdjęłam z siebie ciuchy zostając w samej bieliźnie i otworzyłam szafę. Nie przystoi iść w garniturze ani jakiś koszulach. Jedyne co mi zostało do wyboru to sukienka. Wyjęłam pierwszą z szafy. Miałam tylko trzy więc dużego wyboru nie miałam. Pierwsza wyglądała raczej jak na jakieś wieczorne spotkanie z chłopakiem. Dziękuję za kupienie mi ich moim starym znajomym. Druga wyglądała lepiej. Do połowy ud z materiału podobnego do aksamitu. Miała gruby materiał, więc fajnie to wyglądało. Na szczęście była no krótkim rękawie co było dla mnie idealne. Trzecia zaś była na piersi, więc z tej od razu zrezygnowałam. Zostawiłam tylko tą która najbardziej mi pasowała. Musiałam założyć buty na obcasie. Żegnajcie moje stopy. Do kompletu wzięłam czarne szpilki i tego samego koloru dość dużą torebkę. Musiałam spakować buty na zwianę. Pewnie będę już dzisiaj musiała gonić tego dupka na którego mam zlecenie, a w szpilkach daleko nie pobiegnę. Wsadziłam już do torebki buty na zmianę i trochę kasy. Pewnie trzeba będzie się czegoś napić. Zarzuciłam jak na razie na siebie szlafrok i zawiązałam go w pasie. Zawsze chodziłam boso bo jak dla mnie tak było wygodniej. Kruk już dawno usnął na kanapie, a ja siedziałam czytając jakąś książke.

▼▲▼▲

Nawet nie wiedząc kiedy, przeczytałam całą książkę. Miała może ponad 300 stron, a jako iż uwielbiam czytać to dość szybko się z nią uporałam. Zerkając na stary zegar zrozumiałam, że za godzinę mam się stawić w kasynie. Cholera. Założyłam na siebie sukienkę, która mimo wszystko dobrze na mnie leżała. Założyłam obcasy i wzięłam do ręki torebkę. Stanęłam przed niewielkim lustrem poprawiając włosy i malując usta bezbarwnym błyszczykiem. Gdy wyglądałam już dość dobrze wyszłam z domu, zostawiając w nim kruka. Gdybym z nim poszła wyglądałabym zbyt podejrzanie. Zamknęłam dom i skierowałam się w kierunku kasyna. Miałam to niego piechotą jakieś 20 minut, więc przez całą drogę myślałam co zrobić z moim celem. Moje rozmyślania przerwało szturchnięcie w ramię. Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę który dał mi to zlecenie. Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił mój gest. Podał mi rękę, a ja ze zdziwieniem mu ją podałam. Weszliśmy razem do środka. Wiedziałam o moim towarzyszu tylko to, jak ma na imię. Zwie się on Tai i jest troszkę ode mnie starszy. Od razu po wejściu do kasyna trudno mi było złapać powietrze. Za dużo woni alkogolu, dymu papierosowego i najprawdopodobniej dragów. Ciekawe ile tutaj wytrzymam nie mdlejąc. Szłam za rękę z Tai'em do grupki jego znajomych, gdzie siedział chłopak którego mam śledzić. Rozpoznałam to od razu. Potem odetnę sobie tą rękę. Nie wiem czemu to robie, ale sumka za to zlecenie jest niezła. Więc gram milutką i robie wszystko by jakoś udało mi się wyciągnąć te informacje. Tai dosiadł się do grona swoich znajomych, a ja usiadłam blisko niego, opierając się o jego ramię. Wszyscy spojrzeli na mnie z uśmiechem na co go odwzajemniłam.
- No to widzę, że nasz przyjaciel znalazł sobie dziewczynę. - zaśmiał się jeden.
- Raczej prostytutkę. - dodał od siebie czarnowłosy chłopak, czyli Ayax, mój cel.
- Przepraszam bardzo, ale nie jestem prostytutką. - puściłam mu oczko, a ten zjechał wzrokiem na moje piersi.
- Pewnie dlatego, że jesteś płaska. - odpowiedział mi ze spokojem, na co ja zacisnęłam dłoń na dłoni mojego towarzysza. 
- Ayax, to kobieta. Trochę szacunku. - odezwali się tamci, a ja prychnęłam z niezadowolenia. 
- Dzisiaj nie pozwolę Ci wygrać. - uśmiechnął się Tai i skierował się do stołów. - Idziemy grać chłopaki, a ta ślicznotka będzie nas obserwować. - udałam zawstydzoną i udaliśmy się do jednego ze stołów. Usiedli przy stole, a ja rozdałam karty. Może i umiem grać w karty, lecz nigdy nie interesował mnie jakoś bardzo hazard i rozdałam im tylko raz. Zajęłam miejsce obok Ayax'a, zaglądając mu w karty, czym jakiś bardzo się nie przejął. Nawet ręką na kolanie się nie przejął. No to nieźle...

▼▲▼▲

Zakończyli parę rund, przez co mój szef przegrał. Trochę słabo no ale trudno. Podałam Ayax'owi jego nogrodę, czyli żetony. Uśmiechnął się szczęśliwy i zabrał je do sakiewki. Barman podszedł do nas widząc, że zakończyliśmy grę i poprosił o zamówienie. Wszyscy zamawiali jakieś wino czy piwo, co lekkiego. Ja jednak postawiłam na coś mocnego.
- Whiski. - powiedziałam stanowczo, a barman odszedł. Chłopcy spojrzeli się na mnie zdziwieni. Jakoś trzeba przeżyć jeszcze ten czas gdy tutaj będę. Po chwili otrzymaliśmy nasze zamówienia. Oni sobie tam ze sobą gadali, od czasu do czasu zaczynając też jakiś temat ze mną. Pijłam powoli Whiski. Dali mi jakieś z wysokiej półki. Muszę potem podziękować Tai'owi. Odstawiłam pustą szklankę znudzona. Oni dalej sobie rozmawiali i sprzeczali się o jakieś rzeczy. Wreszcie usłyszałam jak wszyscy się żegnają. Niechętnie cmoknęłam Tai'a w policzek, by zmylić chłopaków i skierowałam się do wyjścia. 
- Ja już idę, do zobaczenia kochanie. - uśmiechnęłam się szeroko i zniknęłam za drzwiami. Usłyszałam czyjeś westchnięcie i wwaliłam się w kogoś. Szczerze to zrobiłam to specjalnie. Najpierw jakiś kontakt z ofiarą, a potem atak! Wpadłam w jego ramiona, przez co odruchowo mnie złapał. Spojrzałam na niego słodkimi oczkami nie odsuwając się. Nie wyglądał na jakiegoś starszego ode mnie. Patrzyłam się w jego oczy, przez co nasze spojrzenia się spotkały.
- Przepraszam, dawno nie chodziłam w obcasach i po prostu po tylu godzinach już nie daje rady... - uśmiechnęłam się niewinnie. Trochę go to zmyliło więc lepiej dla mnie.
- Spoko, nic się nie stało. - odsunęłam się lekko od niego, lecz dalej stałam blisko. Otrzepałam lekko sukienkę i poprawiłem ją, bo podwinęła mi się z tyłu. 
- Wiem, że dziewczyna nie powinna tak zapraszać, lecz może chcesz wyskoczyć gdzieś? - zaproponowałam. Nie wiem czemu o to zapytałam ale miałam nadzieję, że odmówi.
- Przepraszam ale idę się spotkać z kimś innym. - przytaknęłam lekko głową w geście zrozumienia. Rozeszliśmy się w swoje strony. Zabrałam przy wyjściu mój płaszcz, a raczej pelerynę i zdjęłam te cholerne buty. Miałam już to gdzieś i zaczęłam iść za nim na bosaka. Nie miałam czasu na założenie butów. Szłam w odpowiedniej odległości od niego i zarzuciłam na głowę kaptur. Reszta już poszła gładko. Weszłam za nim do karczmy i zajęłam najmniej widoczne miejsce, czyli te na końcu sali. Nie zamawiałam nic, a tylko oberwowałam Ayax'a. Spotkał się z jakąś dziewczyną. Nic wielkiego, nawet się nie przytulili. Zrezygnowana wróciłam do domu. Nie działo się nic ciekawego, a było już po 1 w nocy. Padałam na twarz. Weszłam do domu i od razu rzuciłam się na łóżko. 

▼▲▼▲

Minęły już dwa dni od tej akcji w kasynie. Dzisiaj chciałam jakoś rozprawić się z tym chłopakiem. Chciałam już te pieniążki w moje rączki. Było popłudnie więc jak dla mnie to dość fajna pora. Znowu ubrałam się luźno. Koszula, jeansy, luźne buty i peleryna z kapturem. Zarzuciłam kaptur na moje czarne włosy, a kruk usiadł mi na lewym ramieniu. Wiem gdzie chłopak ma przebywać bo dostałam informacje od Tai'a. Zaskoczę go, przynajmniej mam taką nadzieję. Już dostrzegłam chłopaka chodzącego po mieście. Szybko pójdzie. Podeszłam do jednego z drzew.
- Bakkurūtsu e. - powiedziałam cicho, przybierając formę kruka. Śledzenie go z powietrza będzie o wiele prostsze. Muszę tylko pamiętać o limicie. Chłopak szedł jeszcze dalej, a ja dosłownie latałam parę metrów nad nim. Gdy tylko się zatrzymał podleciałam na drzewo i zmieniłam się znowu w człowieka. 
- Hikage no yajirush. - powiedziałam sama do siebie, a w moich dłoniach pojawił się łuk i strzały. Nałożyłam na cięciwę łuku jedną strzałę i czekałam na odpowiedni moment. Naciągnęłam ją kiedy chłopak odwrócił się tyłem. Jednym ruchem puściłam cięciwę, a Chłopak nieoczekiwanie zrobił krok w bok, przez co strzała przeleciała obok jego ramienia. Zszokowana, ponieważ wszystko było wymierzone idealnie, a nie myślałam, że chłopak się odsunie, rzuciłam w bok łuk przez co ten znikł zostawiając za sobą czarną smługe. Czarnowłosy spojrzał w moją stronę, a ja zeskoczyłam z drzewa z zamiarem ucieczki. Najwyraźniej chłopak przewidział mój ruch, bo wystawił mi nogę przez którą się przewróciłam, oraz przez upadek kaptur zsunął mi się z głowy odsłaniając moje krótkie, czarne włosy. 
- Ładnie tak? - powiedział tym swoich lekko oschłym głosem. Leżałam dalej z twarzą na ziemi. Pewnie poznał by moją twarz. Zaśmiałam się cicho.
- Kim jesteś? - powiedział przez zęby. Oj, chyba to irytuję. Jednym sprawnym ruchem podniosłam się na równe nogi i się uśmiechnęłam. 
-Ayame! A ty jesteś Ayax! - uśmiechnęłam się szerzej. O nie. Powiedziałam swoje prawdziwe imię. Wpakowałam się w niezłe bagno. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Czy my się wcześniej nie widzieliśmy? - zapytał i zmrużył lekko powieki. 
- W kasynie, nieźle oszukujesz. - spoważniałam. Chłopak lekko prychnął.
- Ja nie oszukuję. Po prostu umiem grać. - spojrzał się na mnie z irytacją wypisaną na twarzy.
- Dobra. Daj mi się zabić. Potrzebuje kasy. - po raz drugi użyłam zaklęcia które przywołuje łuk i odsunęłam się kawałek. - Proszę?

Ayax?
2255 słów. Mój rekord w opowiadaniu ^^
A miało być tylko 800 słów :*

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Od Ayame CD. Demanii

Spojrzałam na mdlejącą dziewczynę z obojętnością. Ja jeszcze musiałam ją gdzieś zanieść, a ma na sobie brudne ubrania. Cholera. Spojrzałam na konia dziewczyny i podeszłam bliżej. Inni mieszkańcy miasta przyglądali mi się uważnie, co robię z dziewczyną. Wzięłam ją na ręcę i posadziłam na koniu, trzymając ją by nie spadła z niego. Wsiadłam za nią, tak by ona siedziała z przodu i mogłam ją trzymać. Oparłam ją o moją klatkę piersiową, a jedną ręką objęłam ją w tali i pogoniłam rumaka do kłusu. Nie miałam jakoś daleko do domu, lecz tak dawno nie jeździłam konno, że musiałam skorzystać z tej okazji. Jechałam nie za szybkim kłusem, ponieważ nie chciałam by dziewczyna spadła. Może mi się jakoś odwdzięczy za zabranie jej stamtąd. Mogłam ją przecież tak zostawić. Znalazł by ją jakiś zboczeniec czy coś i by było po kłopocie. Muszę przyznać jedno. Konia to ma ślicznego, nawet Raven był nim zainteresowany. Zatrzymałam się obok mojego małego drewnianego domku, który wynajmowałam jak najtaniej się dało. Może i nie był w jakimś świetnym stanie, ale był przytulny. Zsiadłam z konia podtrzymując dziewczynę, po czym zarzuciłam ją sobie na ramię. Jedną ręką sprawnie przywiązałam konia do drewnianej ławki, a potem udałam się do drzwi. Otworzyłam je małym kluczykiem wchodząc do środka. Dziewczynę położyłam na moim łóżku, a ja poszłam wstawić wodę na herbatę i zrobić coś do jedzenia, w razie jakby zaraz się ocknęła. Wstawiłam wodę w garnuszku i obok położyłam dwie szklane szklanki, które kiedyś udało mi się wykraść jednemu z kupców. Wsypałam do nich zieloną herbatę i czekałam aż woda się zagotuje. W tym czasie odgrzałam mój wczorajszy obiad, czyli dziczyznę. Gdy woda była już odpowiednio zagotowania zalałam nią dwie herbaty i nałożyłam na talerz mięso. Aktulanie nie byłam głodna, więc to było tylko dla tej dziewczyny. Równie dobrze mogę to otruć. Znowu bym popatrzyła jak moje kruki rozrywają ciało jakiejś niewiasty. Weszłam do pokoju, spoglądając na łóżko na którym siedziała dziewczyna, trzymając się dłonią z tyłu głowy. Położyłam na niewielkim stoliku rzeczy, które przed chwilą zrobiłam i usiadłam naprzeciwko niej na podłodze.
- Jak się spało, ma niewiasto? - powiedziałam z obojętnym wyrazem twarzy. Dziewczyną zacisnęła usta w wąską kreskę. Najwyraźniej nie spodobał jej się wyraz niewiasto. - Oj no, nie patrz na mnie takim wzrokiem. - dodałam jeszczę, nie chcąc by patrzyła na mnie wzrokiem mordercy.
- Gdzie jestem? Kim ty jesteś? Co tutaj robię? - powiedziała spoglądając kątem oka na przygotowane przezemnie jedzenie. 
- Spokojnie. Jedzenie i herbata jest dla Ciebie, pewnie jesteś głodna. - zmierzyłam ją wzrokiem. Jej ubranie wskazywało na to, iż pewnie jest biedna czy coś. - Wystarczy, że nazwiesz mnie Natsume. Zemdlałaś i ja łaskawie przyniosłam Cię do mnie. - uśmiechnęłam się sztucznie, cały czas obserwując dziewczynę.
- Czyli mogę to zjeść? - wskazała palcem na mięso. Przytaknęłam głową, a dziewczyna sięgnęła po talerz. Położyła go na kolanach i zaczęła je jeść, wcześniej podanym przezemnie widelcem. Wzięłam że stołu jedną z herbat i odwracając wzrok od dziewczyny zaczęłam ją pić. Nie była już bardzo gorąca, była letnia więc doskonale nadawała się do picia. Dziewczyna chwilę potem podała mi talerz i westchnęła. Jak dla mnie było to westchnięcie z zadowolenia ale może się mylę. Podałam jej herbatę, a ta spoglądała na mnie z lekkim podejrzeniem. Nie za bardzo wiedziałam o co jej chodzi, przecież tego nie otrułam ani nic. 
- Nie martw się, nie zatrułam tego. - powiedziałam z irytacją, a ta dopiero po moich słowach napiła się herbaty. 
- Dzięki czy coś. Pewnie gdybyś mnie nie zabrała to ktoś by mnie zgwałcił. - trzymała w rękach szklankę z 1/2 herbaty i patrzyła na mnie z góry. W końcu ona siedziała na łóżku, a ja na ziemi. Posłałam jej nerowowy uśmiech.
- Nie no coś ty, żaden problem. Tylko co tutaj robisz w takich ciuchach? - po raz kolejny zmierzyłam ją wzrokiem, a ta spojrzała na swoje ubrania, po czym wstała i położyła szklankę na stoliku. Odsunęła się trochę ode mnie i wypowiedziała jak dla mnie niezrozumiałe słowa. Po prostu nie usłyszałam ich za dobrze. Już po chwili dziewczyna stała obok mnie w czarnej zbroi. Spojrzałam na nią tym razem z zaciekawieniem.
- Jedno z zaklęć Arcany? - poszerzyłam swój uśmiech. - Już myślałam, że jesteś jakąś biedną dziewczynką która nie ma co jeść. - zakpiłam z niej, sprawdzając jej wytrzymałość na mój charakter. Jakoś trzeba to przecież zrobić. Prychnęła pod nosem i rozejrzała się dookoła. Zatrzymała swój wzrok na drzwiach i skierowała się do nich. Śledziłam każdy jej krok i poczynania. Złapała za kalmkę i chciała je otworzyć, lecz były zamknięte. Wyjęłam z kieszeni klucze i zaczęłam się nimi bawić. Dziewczyną odwróciła się w moją stronę i podeszła do mnie, łamiąc mocno moje ramię. Odtrąciłam jej rękę i wstałam.
- Może mi się przedstawisz? Moje imię znasz. - oczywiście podałam jej swoje fałszywe imię. Nie mam zamiaru podawać jej prawdziwych danych kiedy jej nie ufam.
- Jestem Demanii, a teraz otworzysz mi łaskawie drzwi? - zapytała znowu łapiąc się za głowę i przygryzając dolną wargę.
- Może byś jeszcze odpoczęła? Nie wiem co się wcześniej z tobą działo, ale jesteś blada i nie wyglądasz za dobrze. - powiedziałam stanowczo, patrząc się jej w oczy. Ta prychnęła i usiadła na łóżko, krzyżując ręcę na piersi. Zaczynała mnie już irytować. 

Demanii?